Dzieci z getta w Kampali

Odbierz 164 zł zniżki na noclegi przez airbnb!


Dzieci z getta

Upał, tłok, kurz, smród spalin starych zdezelowanych samochodów. Czekam na Ubera. Ma mnie zawieźć do Flavii, Rwandyjki z plemienia Tutsi, która od paru lat mieszka w Kampali, stolicy Ugandy. Spotkamy się z jej znajomym, który wyciąga z ulicy bezdomne dzieci.

Widzę w aplikacji, że kierowca jest niedaleko, tymczasem on do mnie pisze na czacie z pytaniem, gdzie jestem. A przecież moja pinezka dobrze pokazuje. Robi jakieś niezrozumiałe pętle, ale w końcu dociera. Gdy wsiadam, pyta, dokąd jedziemy, mimo precyzyjnej lokalizacji w aplikacji. Dzwonię na wszelki wypadek do Flavii, żeby się upewnić. Przekazuję telefon. Wtedy gość zawraca, bo twierdzi, że to jest w innym kierunku. W tym samym momencie policjantka karze mu się zatrzymać. Dostaje mandat za zawracanie w niedozwolonym miejscu.

Proszę, aby jechał z powrotem tam, gdzie pokazuje nawigacja. Na moją odpowiedzialność. Ale on jest rozkojarzony po mandacie, kończy w aplikacji kurs, dostaję powiadomienie o obciążeniu karty. Mówi, żebym dalej jechał z kimś innymi. Jesteśmy praktycznie w punkcie wyjścia.

Zamawiam w aplikacji kolejny kurs. Obserwuję jazdę kierowcy, znów jakieś tańce na mapie. Pytam, czy ma klimatyzację, bo robi się gorąco, a mam dość już wdychania kurzu i spalin. Odpowiada, że ma oraz pyta, gdzie jestem oraz dokąd jedziemy. Po chwili odrzuca kurs.

Zgarnia mnie trzeci kierowca. Pyta… dokąd jedziemy, a ja stanowczo proszę, abyśmy jechali zgodnie z nawigacją. Więc on przez całą drogę trzyma telefon w ręce, ciągle na niego patrząc. A może ja mogę mu potrzymać? Mówi, że jest ok. Parę minut przed destynacją pyta, gdzie to jest. Daję mu do telefonu Flavię. Gość zmienia trasę i po chwili gubimy się.

Reportaże z Ugandy

Na podstawie mojej podróży po Ugandzie w 2020 r. piszę kolejne reportaże, dotychczas ukazały się:

- Podróż w czasie
- Dzieci jaskiń
- Ćpanie górali
- Dzieci z getta
- Przygody nad wodospadami Sipi
- Ruwenzori. Królestwo kameleonów
- Rafting na Nilu i bicie dzieci
- Polscy uchodźcy w Ugandzie
- Na bezludnej wyspie
- Wodospad Murchisona i podpalanie sawanny

Gdy w końcu dojeżdżamy, nie ma jeszcze Flavii. Żegnam się z kierowcą. Dziewczyna w końcu przychodzi i okazuje się, że tutaj jest tylko jej akademik. Potrzebujemy transportu, żeby jechać dalej. Zamawiam nowy kurs. Ale Flavia nie zna adresu. Odczuwam, że połowa mnie chce już odpuścić. Seria telefonów i mamy jednak adres. Wstukuję w Ubera i zamawiam kurs. Przyjeżdża stara toyota, klimatyzacji brak, a kierowca ma tylko jedno pytanie: dokąd jedziemy? Flavia zaczyna dzwonić do znajomego, żeby ten wytłumaczył drogę kierowcy. Stanowczo i już bez większej uprzejmości protestuję, informując Flavię i  kierowcę, że będę go nawigował. Wygląda na to, że razem z Google Maps damy radę.
 

Nie jestem sutenerem

Dojeżdżamy. Okazuje się, że teraz będziemy czekać na niejakiego Simona. Sprawdzam Ubera. Moja średnia spadła właśnie do 4,35. Simon prowadzi Centrum Nauczania Conertsone, będącym też schroniskiem. Część dzieciaków wyciągnął z ulicy, chce mnie do nich zabrać. Mówię, że chciałbym poznać te, które wciąż na niej żyją. Jest nieufny. Często dzieci ulicy wzbudzają zainteresowanie pośredników, którzy chcą zarobić przy okazji pomagania. Zdarzają się też handlarze i sutenerzy, którzy prostytuują dzieci. Kraje trzeciego świata kuszą pedofili. Mimo wszystko Simon zawozi nas do Derricka, dwudziestoparoletniego chłopaka, który zna takie dzieciaki.

Zaciekawił Cię ten tekst?
Śledź mnie na Facebooku albo wpadnij na spotkanie podróżnicze, które organizuję.

Derrick, nie pamięta rodziców, siostra powiedziała mu, że zginęli w wypadku samochodowym, gdy miał dwa lata. Wychowywał się z nią na ulicy. Z niej zabrał go właśnie Simon i umieścił w Centrum. Teraz chłopak sam pomaga dzieciakom, aktualnie osiemnastu. Mieszkają w budynku w stanie surowym. Zabiera mnie do jednego z dwóch pomieszczeń liczącego kilka metrów kwadratowych. Na ziemi materace. Tutaj sypia dziewięcioro dzieci. Nie ma światła. W innym pomieszczeniu jest telewizor, który Derrick podarował im, żeby odciągnąć od ulicy. Kupuje DVD z programami edukacyjnymi. Tuż przed budynkiem obok bawiących się dzieci, palą się śmieci. Rozmawiamy o tym. Próbuję ich przekonać, że taki dym jest toksyczny. Mówią, że zgaszą je. Zastanawiam się, czy podpalą ponownie.
 

Smród moczu i rozpuszczalnika

Derrick żyje z malowania obrazów. Z kolei pieniądze na dzieci pomaga mu zdobyć kolega z Niemiec. Proszę, aby poznał mnie z dziećmi, które naprawdę są bezdomne. Dobrze. Idziemy do głównej drogi i wsiadamy w zbiorową taksówką jadącą do centrum miasta. Gdy wysiadamy, czeka nas krótki spacer, po którym dochodzimy do miejsca zwanego gettem. Za ogrodzeniem puste pole wielkości połowy boiska do piłki nożnej. Może to był jakiś skład. Jeden kontener. Przed nim paru chłopców w odartych, ale nie zawsze brudnych ubraniach. Przechodzimy w dziurze ogrodzenia. Po chwili przychodzi więcej dzieci.

Żyją ze zbierania złomu. Czasem kradną, ale rzadko.

- To dobre dzieciaki – mówi Derrick. Pyta ich:

- Kto z Was chce zmienić swoje życie?

I opowiada im, że musieliby pójść z nim, zerwać z ulicą, narkotykami i przestępczością. Większość dzieciaków podnosi ręce. Dzisiaj jednak nikogo nie zabierze, bo nie ma na to funduszy. Od czasu do czasu odwiedza ich podsycając nadzieje, dając motywację. Póki co udało mu się wyciągnąć już osiemnastu.

W Ugandzie mężczyźni nie chcą bawić się w antykoncepcję z przyczyn komfortowych jak i dumy posiadania. Dzieci dodają splendoru. Edukacja seksualna odbywa się czasem najpierw w praktyce, gdy dziewczyna dostanie pierwszego okresu lub zajdzie w ciążę. Średnia wieku w tym kraju to szesnaście lat. Rodziny kilkunastoosobowe to normalność.




Na ulice trafiają nie tylko sieroty, czasem rodzice wykazują obojętność wobec dzieci, a wręcz każą im odejść, bo nie są w stanie ich utrzymać. Czasem są oddawane lub wypożyczane do sierocińców. Ale to nie jedyne scenariusze. Jeden z dzieciaków dołączył do tej grupy, bo chciał być blisko kolegów. Pytam jak ma na imię. Odpowiada, ale ja nie rozumiem. Proszę, aby przeliterował. Nie umie. Chyba się zawstydził.

Przed kontenerem palą w nocy ognisko, żeby się ogrzać. Temperatura nad ranem w Kampali spada poniżej dwudziestu stopni. Czy tu nocują? Nie. Zabierają mnie do kontenera. Podłoga z desek. Zapach moczu i rozpuszczalnika. Jeden z chłopców demonstruje jak śpią - wchodzi do worka.
 

Gdzie są dziewczynki?

Sami chłopcy. A gdzie dziewczynki? Są w innym miejscu. Trzymają się osobno. Derrick mnie zaraz zabierze. Przeciskamy się przez chaotyczny z pozoru tłum ludzi, który zalał ulice niczym na pochodzie trzeciomajowym w Warszawie. Tu to codzienność. Motocykliści z trudem mogą przejechać. Jakiś kaznodzieja krzyczy przez mikrofon. Może o tym, że antykoncepcja to grzech? Chodniki zastawione warzywami i owocami. Na matach i kartonach leżą awokado, pomidory, papaje, dynie, banany, bakłażany. Na taczkach ananasy i arbuzy. Scenografia godna zdolnego filmowca.

Flavia mówi, że za to woli Ugandę, bo w Rwandzie już tak nie można handlować. Derrick manewruje w tym tłumie tak szybko, jakby miał wyćwiczoną trasę. Mija auta i motocykle na centymetry, one nie specjalnie zwalniają. Czasem przechodzimy wąskimi uliczkami między budynkami. Co chwile gubię go z oczu, bo zawieszam się wzrokiem na mijanych ludziach. Spocone ręce w kieszeniach trzymają telefon i pieniądze, uprzedzając ewentualnych kieszonkowców. Po dwudziestu minutach szalonego marszu ruch maleje, a podupadające budynki ustępują miejsca przeszklonym konstrukcjom, robi się nowocześnie.

Ktoś woła serdecznie Derricka. To Chrispus. Wychowali się razem na ulicy. Chrispus też wyszedł z tego. Wynajmuje pokój z kolegą, a teraz sprzedaje na ulicy na kartonach kapelusze i czapki z daszkiem. Ceny używanych od mniej więcej pięciu złotych, nowych - od dziesięciu.

Idziemy dalej. Dochodzimy do zielonego skweru na wprost dworca kolejowego. Tu miały być dziewczynki, ale pusto. Derrick mówi, że pewnie jeszcze nie wróciły z żebrania.

***

 

Jeśli chcecie wesprzeć kampalskie dzieci poprzez edukację, skontaktujcie się z fundacją: www.ecfug.org

Z kolei, jeśli chcielibyście pomagać Derrickowi w Kampali, to tutaj znajdziecie informacje o wolontariacie, który organizuje.

Proszę o informację zwrotną, jeśli skorzystacie.

Pamiętajcie, że edukacja, rozmowa są pomocą. Dawanie pieniędzy - niekoniecznie!

Galeria