Nawet 150 GBP w prezencie od Revoluta podczas noworocznej promocji. Sprawdź.


Śmieci poszły w las

Opowiadania, felietony, wywiady / Śmieci poszły w las

Ponad 20 milionów rocznie na sprzątanie lasów wydają Lasy Państwowe, co pozwala wywieźć odpowiednik ponad 1400 wagonów odpadów pozostawionych przez ludzi. LP finansują również sprzątanie szlaków w parkach narodowych, choć nie wszystkie szlaki są rzetelnie sprzątane. Śmieci zalegające tygodniami, a nawet miesiącami w Bieszczadach dają do myślenia nad efektywnością wydawania publicznych pieniędzy. Podobnie jak komentarz dyrektora Parku, który oskarżył mnie o mobbing.

śmieci w parku narodowym

Największą zagadką pośród znalezionych przeze mnie w Parku śmieci były czerwone majtki

Tematem zainteresowałem się podczas mojej jesiennej wizyty w Bieszczadzkim Parku Narodowym. Widząc w jedną z niedzieli setki śmieci na Połoninie Wetlińskiej postanowiłem następnego dnia zapytać dyrekcji Parku o przyczyny tego zjawiska oraz możliwość jego zaradzeniu.

Jak się okazało Park zatrudnia firmy i osoby odpowiadające za cotygodniowe sprzątanie szlaków, więc śmieci te powinny zniknąć w ciągu paru dni. Sprzątanie szlaków oraz ich bezpośredniego sąsiedztwa na terenie BdPN finansuje Fundusz Leśny zarządzany przez Lasy Państwowe. W 2019 r. LP przekazały Parkowi środki w wysokości 125 183,20 zł na takie działania oraz 351 661,55 zł ośmiu innym parkom narodowym. Z kolei na sprzątanie śmieci na jeszcze innych terenach w zarządzie Lasów Państwowych wydaje się 20 mln zł rocznie. Efektem zbiórki jest ponad 100 tys. kubików śmieci. Analizując statystyki można mówić o delikatnym trendzie spadkowym.

Kilka dni po tej rozmowie sprawdziłem szlak między Wielką a Małą Rawką, również leżący na terenie BdPN. Znalazłem mniej, lecz wciąż sporo śmieci. Ich wygląd sugerował, że leżały tam od co najmniej kilku tygodni, np. trudna do odczytania etykieta piwa, czy zawierające toksyny niedopałki papierosów (pozbawione już bibuły).

Zaciekawił Cię ten tekst?
Śledź moją stronę na Facebooku i otrzymuj powiadomienia o aktualnościach:


O komentarz w tej sprawie oraz nazwę firmy odpowiedzialnej za ten szlak musiałem kilkukrotnie pytać dyrektora parku, Ryszarda Prędkiego, gdyż ten niechętnie odpowiadał na pytania lub zmieniał temat. W jednej z wiadomości przeczytałem:

- Przepraszam, ale obraził mnie Pan wiele razy, np. nieodpowiednim ubiorem po wejściu do urzędu, przyjąłem Pana choć nie był Pan umówiony, zarzutami bez pokrycia, zachowaniem noszącym znamiona mobbingu - na co mam 3 świadków.

butelka w BdPN

Stan wielu śmieci wskazywał, że leżały przy szlaku nawet kilka miesięcy

To dość ciekawe, bo aby mówić o mobbingu należy mieć do czynienia ze stosunkiem podwładny – przełożony. Być może pan dyrektor pomylił mobbing z dociekliwością? Wszak, gdy nie odpowiedział (tak na spotkaniu jak podczas korespondencji e-mailowej) na moje pytanie, powtarzałem je. Poprosiłem też o podanie szczegółów mojego zachowania, które wg niego miało przecież znamiona przestępstwa zaobserwowanego przez cztery osoby (aczkolwiek w gabinecie dyrektora było nas tylko trzech). Niestety i tutaj nie doczekałem się odpowiedzi. Dyrektor nie wypowiedział się też w sprawie właściwego stroju do rozmowy z urzędnikiem oraz podstawy prawnej. Dotychczas wydawało mi się, że to ubiór urzędników jest regulowany, a nie petentów, turystów czy dziennikarzy.

Tymczasem wracając do meritum – czy jest sens wydawać publiczne pieniądze na sprzątanie szlaków, które i tak pozostają brudne? Zresztą masę śmieci można znaleźć również poza szlakiem. Warto wiedzieć, że śmiecenie jest zabronione w każdym lesie, natomiast w parku narodowym jest szczególnie niepożądane ze względu na samą ideę parku. Tutaj nawet ogryzek wyrzucony przez człowieka ma wpływ na ekosystem (raz – transfer bakterii, dwa - może wyrosnąć z niego jabłoń, która nie występowała na terenie parku).

Swoją drogą, jeśli mimo wydawania 20 milionów rocznie ze środków publicznych oraz prowadzenia akcji edukacyjno-aktywizacyjnych (typu Sprzątanie świata) po tylu latach wciąż mamy masy śmieci w polskich lasach, to może należy szukać innych rozwiązań? Np. podnieść o 100% (a może 500%?) opłatę za wstęp do parku i z tej podwyżki finansować sprzątanie (aktualnie wynosi ona maks 7 zł)? Równocześnie informując turystów, że opłata będzie spadać wraz z ilością śmieci?
- To co Pan proponuje jest słuszne, może 100% to nieco za dużo, ale niestety taka zmiana musiałaby przejść przez nasz parlament..., bo to są zapisy ustawowe – skomentował dyrektor.

Osoby, które chciałyby wesprzeć działania edukacyjne w zakresie ochrony środowiska naturalnego mogą przystąpić do Straży Ochrony Przyrody. Jest to ochotnicza służba mundurowa, która buduje struktury w całym kraju.

Ponadto można przyłączyć do akcji #zabierz5zlasu zabierając z lasu pięć śmieci, jak też robiąc im zdjęcie i udostępniając je z tym tym hasztagiem w mediach społecznościowych.

Aktualizacja po Waszych komentarzach: Podczas spotkania w gabinecie dyrektora jeden ze strażników parku przyznał, że niechętnie daje mandaty za śmiecenie, bo wiąże się z tym stres - śmiecący różnie reagują.

Mnie naszła jeszcze jedna refleksja - łatwo wnieść na górę ciężką butelkę/puszkę z płynem, ale pustej już nie można znieść? ;)




***

BdPN odwiedziłem w październiku, co zbiegło się z moją akcją („Idziemy na śmieci!”) zachęcania w Internecie innych osób, aby idąc na grzyby brały ze sobą reklamówkę do lasu i zabierały też śmieci. I to się nawet udało, widząc po liczbie komentarzy i zdjęć ze śmieciami. Sam zabrałem się za zbieranie śmieci na terenie BdPN (ale już bez zbierania grzybów). Zaskoczony jednak ich liczbą na terenie parku narodowego postanowiłem porozmawiać o tym z jego dyrektorem. Ten podczas rozmowy wyglądał na podenerwowanego i zachowywał się tak, jakby w moich pytaniach o diagnozę sytuacji oraz pomysłach na poprawę była zawarta presupozycja, że to park jest winny takich zachowań turystów.

A może dyrekcji parku nie podobają się oddolne inicjatywy? Trudno powiedzieć. Uważam, że ja w swoich zachowaniu byłem po prostu asertywny i uprzejmy, ale bez sztucznej życzliwości czy podniecenia dotknięcia majestatu dyrektorskiego biurka; z kolei w samych pytaniach byłem konsekwentny. A może dyrektor parku przyzwyczaił się do prostszych pytań lub mniej kontrowersyjnych, np. dotyczących rozwoju zawilca narcyzowatego?


Poznaj więcej inspiracji na ten miesiąc – spójrz na prawy margines –>