Zobacz goryle z bliska w Ugandzie!


Czy pomagać w Afryce?

Opowiadania, felietony, wywiady / Czy pomagać w Afryce?

 

Czy zdecydowalibyście się podarować biednym ubrania, wiedząc, że się o nie pobiją?
 

Od pewnego czasu wszelkie moje chęci pomagania w Afryce nieco paraliżują myśli o konsekwencjach tych działań.

Niedawno zwracałem uwagę polskim turystom, aby nie rozdawali tam prezentów na chybił trafił na ulicy. Tłumaczyłem dlaczego. Efektem tego było... rozdawanie prezentów za moimi plecami.
 

Bitka o ubrania?

Myślałem, że mam patent na pomoc. W ugandyjskiej wiosce Sukudik, której staram się systematycznie pomagać (m.in. pobudzić lokalny biznes w zakresie ekoturystyki) zaproponowałem, że przekażemy używane ubrania wodzowi, a ten je dalej rozdysponuje wśród najbardziej potrzebujących, no bo kto może być do tego lepszy, jak nie ten, którego sami wybrali na przywódcę? Zresztą to on sam w 2020 roku zasugerował mi, że z radością przywitaliby takie prezenty.

I co się stało, gdy przekazaliśmy wodzowi worki? Ludzie ustawili się w kolejce, a i tak omal nie doszło do przepychanek. Poprosiłem, żeby się uspokoili, bo to nie ostatnia nasza pomoc i żeby wódz z zastępcą posegregowali i rozdysponowali później ubrania, unikając scen. Parę tygodni później znajomy z wioski napisał mi sms, z którego wynikało, że wyrywali sobie ubrania, a zastępcę wodza posądzili o kradzież.

Uważałem, że przekazanie ubrań zaufanej osobie będzie znacznie lepszą pomocą niż losowe rozdawnictwo na ulicy, które:
 

  1. Uczy instrumentalnego traktowania przyjezdnych przez miejscowych. Co kończy się tym, że gdy przybywamy do egzotycznego miejsca po chwili wpadamy w konsternację, gdy miejscowi proszą na ulicy, (a czasem żądają) pieniędzy lub prezentów, co z pewnością nie jest miłym doznaniem również dla nich.
     
  2. Podsyca rywalizację i zazdrość. Obdarzenie kilku dzieciaków prezentami może wywołać zazdrość lub smutek innych dzieci w wiosce. Jeśli nie jesteśmy w stanie pomóc większości, to może zmieńmy metodę?
     
  3. Gwałci dzieciństwo. Są miejsca, gdzie dzieci zamiast być w szkole wysyłane są na żebranie.
     
  4. Tu pewnie wy znacie odpowiedź?

    A może chcesz zwiedzić ze mną Ugandę? Sprawdź szczegóły wyprawy.

     

Czy chwalić się pomocą?

W sąsiedniej miejscowości Nakapiripirit znajoma pielęgniarka poprosiła mnie o wsparcie finansowe na szkołę jej syna. Moja koleżanka Beata Suchecka podjęła się zbiórki pieniędzy, które jednak nie wysłaliśmy bezpośrednio do matki, lecz do fundacji* prowadzonej przez znajomego Ugandyjczyka, aby on bezpośrednio zapłacił w szkole. Bo różnie zdarza się z realnym wydawaniem otrzymanych pieniędzy… Udało się, a zachwycona mama przysyła mi co jakiś czas zdjęcia syna w szkole oraz jak tańczy itp. Filmy urzekające, aż chciałoby się je gdzieś zamieścić, ale wtedy zostałbym zasypany dramatycznymi prośbami od innych ludzi z Ugandy, również od tych, których nie znam…

Bez względu czy chcemy pomóc konkretnej osobie (może ten chłopak zostanie lekarzem i będzie pomagał całej społeczności?), czy całej wiosce, warto znaleźć wiarygodnego dla nas i dla miejscowych pośrednika. Najlepiej przekazując mu środki niepublicznie.

Dlatego uważałem, że fundacje, wodzowie czy też szkoły są dobrym miejscem. W przypadku wioski Sukudik na razie potknięcia, ale może nie warto rezygnować?
 

A może nić nie przywozić?

Jakiś czas temu moja propozycja, aby turyści z wolnym miejscem w bagażu przywieźli niepotrzebne ubrania, telefony, laptopy do przekazania fundacji czy też wiosce spotkała się z krytycznym komentarzem polskiego pracownika ambasady w Tanzanii (nie Ugandy). Bo ubrania można kupić na miejscu i ograniczyć emisję spalin.

To prawda. Jeśli ktoś chce coś kupić, to lepiej kupić na miejscu niż wieźć z Polski. Z  drugiej strony, dla mnie jeszcze mniej etyczne od emisji spalin byłoby wyrzucenie ubrań (skończą w spalarni śmieci?) niż przekazanie ich potrzebującym. Poza tym sprzedawane ubrania to często europejskie używki wyprodukowane w Azji, więc ograniczenie emisji mnie nie przekonuje. Prędzej – wsparcie lokalnego biznesu i ludzi, którzy te ubrania sprzedają.

Są też rzeczy, które tutaj trudniej kupić, zwłaszcza na prowincji, gdzie nie ma prądu, a np. czołówka może okazać się wybawieniem. Więc na wieś można by przywieść czołówki, najlepiej sprawdzą się takie, które można ładować przez USB (baterie słoneczne stają się tu powszechne). Pytanie jak je sprawiedliwie rozdysponować? A może w barterze za zabranie w góry?



Wytyczamy polskie szlaki górskie w Ugandzie. Możesz nam w tym łatwo pomóc.


Wolontariaty są złe?

Moja propozycja wybrania się na wolontariat do Ugandy, o którym kiedyś pisałem*, spotkała się z dużym entuzjazmem oraz jednym głosem krytycznym ze strony... tego samego polskiego pracownika ambasady.

Faktycznie pewne formy pomocy mogą zostawić po sobie również szkody. Najlepszym tego przykładem są sierocińce, powszechne w Ugandzie, a zakazane np. w sąsiedniej Rwandzie. W Polsce też dąży się do zamknięcia tradycyjnych domów dziecka. Krótko mówiąc, mieszkanie wraz z innymi sierotami prowadzi do szkody psychicznej dziecka, a przecież większość sierot ma jakieś rodziny…

UNICEF wymienia kilka powodów, dla których nie należy nawet wspierać sierocińców, a tym bardziej przyjeżdżać do nich pracować (bo np. dzieci łatwo się przywiązują, a potem cierpią).

Z drugiej strony, co z istniejącymi sierocińcami? Czy pomaganie im to utrzymanie status quo i zachęta dla innych do tworzenia kolejnych sierocińców? Jak tego w rejonie jeziora Bunyonyi w Ugandzie, założonego przez… nastolatka?

W jednym z sierocińców koło ugandyjskiej Jinjy zachęciłem dzieciaki do wspólnego posprzątania ich wioski, pomogłem też zebrać pieniądze na wybudowanie kontenera na śmieci (zdjęcie). Mam nadzieję, że służy całej społeczności. Ale wciąż nie mam pewności, czy i jak pomagać w takich sytuacjach, aby nie zrobić też komuś krzywdy.


Codzienne dylematy

Pewnego dnia niedaleko miejsca, gdzie wyznaczyłem szlak w Ugandzie (a zatem w rejonie jeszcze nieturystycznym), zamówiłem ciapati. Przyglądali mi się dwaj młodzi mężczyźni, zagadując. Jeden z nich zamówił również ciapati. Na końcu sprzedawca chciał mnie policzyć za wszystkie placki. I tu stanąłem przed dużym dylematem. Z jednej strony - banał, złotówka, dwie więcej, a ktoś nie będzie głodny. Z drugiej strony - zniesmaczenie i pytanie, dlaczego ktoś mną manipuluje dla tak małej kwoty? Jeśli przymknę na to oko, to jak mnie potraktują następnym razem? Jak będą traktować kolejnych białych turystów, którzy przyjadą tu w moje ślady?

***

Mam nadzieję, że wytyczanie przeze mnie (i przez innych, którzy zechcą się do mnie przyłączyć) szlaków turystycznych nieopodal wspomnianej wioski oraz zapraszanie tam turystów i szkolenie miejscowych pobudzi lokalną ekonomię związaną z ekoturystyką, a tym samym pozwoli wyrwać tubylców z zamkniętego kręgu biedy i narkotyków, jak też pozwoli uratować kurczący się piękny las tropikalny. Oczywiście mogę się mylić. Czas pokaże.

Gdyby zsumować roczne wydatki na pomoc humanitarną otrzymalibyśmy budżet piątego państwa na świecie.

***

Od wspomnianego wcześniej pracownika ambasady zdarzyło mi się dostać więcej uwag, dlatego pozwolę sobie tutaj na ich skomentowanie. Może się myli, a może ja się mylę?

 

  1. Według niego nie ma sensu przyjeżdżać edukować ludzi w Afryce. Uważam, że jest odwrotnie. Szeroka pomoc w zakresie podstawowej edukacji jest bardzo potrzebna. Ludzie na prowincji, nawet pracujący w hotelach, często nie umieją liczyć bez kalkulatorów, nie mają podstawowej wiedzy na temat higieny osobistej, nie wiedzą jak zdrowo gotować i się odżywiać (czyli jak większość Polaków), palą plastikowe śmieci w ogródkach (“to jest dobre”). Nie znają zasad przedsiębiorczości.

    Chcieliby wyrwać się z nędzy i nie głodować, ale kto ich ma tego nauczyć? Nauczyciele, których brakuje i którzy mają minimalne wykształcenie? Nawet w prywatnej szkole miałem problem ze zrozumieniem nauczyciela... języka angielskiego. Miałem wrażenie, że mówił jak czuł, że się mówi, improwizował sobie z gramatyką i wymową.


    Czy wiesz, że za opóźniony lub odwołany lot przysługuje Ci co najmniej 250 euro odszkodowania? Airhelp załatwi za Ciebie formalności i pobierze prowizję tylko w przypadku wygrania sprawy.

    A to, że pan z ambasady wyczytał na stronie MSZ, że w Ugandzie językiem urzędowym jest angielski, nie znaczy, że przeciętni ludzie mówią w tym języku, zwłaszcza na prowincji.

  2. Pan z ambasady mówi, że najlepiej to przysyłać pieniądze i zadbać, aby były właściwie wydawane. No właśnie, tylko, kto zadba, aby były właściwie wydane? Trudno sprawdzić na odległość wiarygodność pośrednika oraz jak faktycznie wydano te pieniądze...

  3. Pan lubi zarzucać egoizm stwierdzając, że pomagając chodzi nam głównie o samozadowolenie.

    Otóż chciałem zauważyć, że ośrodek nagrody działający w mózgu funkcjonuje podobnie bez względu na to, co jest źródłem nagrody. Niektórzy otrzymują taką nagrodę wtedy, gdy pomagają, niektórzy czują się lepiej, gdy niszczą, niektórzy sprawiają sobie frajdę konstruktywnie krytykując, a niektórzy krytykując dla samej idei krytykowania, czy podczas trolowania.

    Altruizm jest szczególnym rodzajem egoizmu, pomagamy, bo to nam sprawia przyjemność. Czy ktoś pomaga, dlatego, że czuje się z tym źle?

  4. Pan się unosi, gdy piszę, że zwiedzanie Ugandy i pomaganie tutaj to będzie przygoda. Że nie powinno się pisać o przygodzie. No jasne, bo jak to pomaganie może być przygodą?! Skandal! To musi być tylko ciężka asceza! Nie ma tu miejsca na emocje, a na pewno nie pozytywne! Przypadkiem nie nawiązujcie tutaj przyjaźni, ani nie próbujcie się zakochać, bo jeszcze tu zamieszkacie i założycie rodziny jak niektórzy Polacy!

    Pamiętajcie też w Polsce, nie przyjmujcie wolontariuszy z innych krajów i nie mówcie, że pomaganie na Jamie w lesie, w Caritas czy WOŚP to jakaś przygoda!

To że ten pan lubi włożyć kij w mrowisko (jak czasem ja), to wiem i rozumiem. Ale skąd tyle błędnych założeń na temat samej Ugandy? Może pomyślał, że jak Uganda sąsiaduje z Tanzanią, to będzie podobnie? Hm, Polska sąsiaduje z Niemcami, więc pewnie w Polsce żyje się jak w Niemczech ;)

Spotkałem się też z innym komentarzem, że Afrykanie nie potrzebują pomocy, bo oni tak sobie żyją w biedzie od lat i to jest nasza interpretacja, że są biedni. No tak, proszą o jedzenie, bo mają iluzję głodu. Proszą o buty, bo mają iluzję ran od kolców. Proszą o ubrania, bo mają iluzję, że jest zimno. Poza tym, po co im dwie pary ubrań, skoro mogą nosić jedno, wyprać w ciągu dnia, chodzić nago, aż wyschnie i założyć suche na noc? Iluzja pryska, gdy widzą, że tak niewiele trzeba, żeby mogli poczuć więcej komfortu. Wraz z kolonizacją, a później globalną turystyką ludzie przestali żyć w kloszach kulturowo-informacyjnych. Oczywiście, ciągła konsumpcja prowadzi świat na krawędź wydolności i katastrofy ekologicznej. Niemniej, czy marzenie o dwóch parach butów, ubrań i niebyciu głodnym, to już krok od groźnej konsumpcji?

* Fundacja wspierająca szkołę w Masindi oraz przyjmująca tam długoterminowych wolontariuszy, to Shines Children's Foundation. Jest prowadzona przez mojego serdecznego kolegę Denisa Kiryę, który oprócz olbrzymiego serca ma też rodzinę, którą utrzymuje z działalności jako jednoosobowe biuro podróży. Denis organizuje wycieczki po Ugandzie dla Polaków, które wspieram i promuję na swoich stronach. Najbliższe wspólne wyprawy – w styczniu 2022.


Poznaj więcej inspiracji na ten miesiąc – spójrz na prawy margines >