Dlaczego (NIE) warto podróżować?

Opowiadania i felietony / Dlaczego (nie) warto podróżować?


Partykuła „nie” sprawnie przyciąga ciekawskich. Myślę sobie jednak, że przedstawione niżej fakty będą dla niektórych wręcz przeciwnie – zachętą do podróżowania i wejścia w ten dziewiczy, intymny kontakt z przyrodą...

Dwa wynalazki: Internet i samoloty uczyniły nas (prawie) wszystkich podróżnikami. Każdy może być obieżyświatem, a nasz zasób portfela decyduje tylko o tym, czy będzie to wersja lux czy budget.

dręczenie słoni

Zamiast wydawać na Animal Planet warto odłożyć pieniądze, skoro zwierzęta można zobaczyć z bliska. Wręcz je dotknąć! Inni ludzie doskonale rozumieją nasze potrzeby i ułatwią nam znacząco ten dziewiczy kontakt. Np. na wyżynie Dekan w Indiach w rezerwacie słoni przykują zwierzęta krótkimi łańcuchami, co by nie uciekły lub krzywdy nam nie zrobiły.

Gdy pytam jednego z przewodników na filipińskiej wyspie Koron, dlaczego rzuca kotwicę na rafę, błyskotliwie stwierdza, że to nie jest rafa, po za tym, to nie jest zakazane. Inni zachodni turyści słuchający naszej rozmowy, nie komentują. Filipińscy proponują, żebym skontaktował się z rządem. I to jest myśl!

Jest i naturalny basen otoczony rafą. Turyści trzymają się rękami wystających skał. Widzę pod wodą, że niektórzy opierają się stopami o rafę. Koralowce mają świetny mechanizm obronny w postaci parzydełek. Doskonale się sprawdza, dopóki nie założy się butów. Proponuję znajomym, żeby odpuścić rafie, że być może taki ucisk nie sprzyja jej rozwojowi duchowemu. „No przecież muszę się o coś opierać” – słyszę od koleżanki. A, to przepraszam, nie pomyślałem.

jaszczurka paląca papierosa

Z kolei, gdy odwiedzam przepięknie położone jezioro Khao Sok będące parkiem narodowym w Tajlandii (o ironio powstałe w wyniku celowego zalania doliny), sprytny strażnik parku pokazuje turystom tarantulę, wkłada patyk do gniazda i dźga ją lekko, prowokując do ataku. Ku uciesze turystów.

A na jednej z tzw. Czterech tysięcy wysp w Laosie przewodnik przekonuje, że jaszczurki też lubią palić papierosy, łapiąc jedną z nich i wtykając jej szluga w pysk. Przymyka oczy. Zaciąga się?

Brazylia. Dorzecze Amazonki. Okazuje się, że kajmany nie są takie zwinne jakby się wydawało. Miejscowy będąc w łodzi łapie przy brzegu młodego. Jak mógł dać się tak łatwo złapać? Idzie kolejka. Każdy może przez rękawiczkę potrzymać w dłoni maskotkę. Też się kuszę, dopiero po latach zaczynam się zastanawiać nad życiem wewnętrznym kajmana.




wyspa Sapi

Park Narodowy Tunku Abdul Rahman Park. Wyspa Sapi. Malezja. Wstęp dla miejscowych – ok. 4 zł. Wstęp dla turystów – ok. 16 zł. Co przewidziane w pakiecie? Już 100 metrów od wejścia na szlaku kolorowa uczta dla oczu. Politereftalan etylenu w licznych kreacjach. Głównie półlitrowych butelek po napojach. Takich właśnie, co to sprzedaje się na świecie co minutę milion i których nie trzeba recyklingować, bo po co, skoro można puszczać statki. Spaceruje między nimi olbrzymi waran. Nie pogardzą i ryby. Szacuje się, że już jakieś 10-30% ich populacji zawiera w sobie polimery. Smacznego. Piszę list do władz parku. Są trochę zdziwieni ekspozycją. Pytają o szczegóły miejsca. Widocznie dawno żaden z nich nie wyszedł na spacer. No, w sumie gorąco.

Tekst powstaje w autobusie na Borneo. Już od paru godzin przecinamy piękną zieloną plantację olejowców gwinejskich. Zamiast gęstej, niebezpiecznej prastarej dżungli, w której trzeba patrzeć zarówno pod nogi, jak i baczyć na to, czego się dotknie, można swobodnie wejść na plantację na spacer. Nie zawadzimy o żadne kolczaste rośliny, bo palmy sadzi się na szerokość mogącego tu wjechać samochodu. Zwierzęta nie doceniły walorów olejowców i ich tu po prostu nie ma. Dość, że bezpiecznie, to jeszcze pieniądze płyną. Produkcja oleju palmowego to kilka procent PKB Malezji i Indonezji. Prawdopodobnie znacznie więcej niż opłaty za wstęp do parku, w którym można pokazać dzikie zwierzęta lub śmieci.

A do czego mogą służyć mosty wiszące między drzewami na wysokości 40 metrów w lesie deszczowym? Do obserwacji ptaków? E tam! Do nieskrępowanego darcia ryja.

zabawa z orangutanem

Podróże to też niepowtarzalna szansa na doświadczenie geniuszu ludzkiej kreatywności architektonicznej. Przykład – filipińskie El Nido. Gdy odwrócić się w stronę morza – jak okiem sięgnął przepiękne wyspy. Gdy odwrócić się w stronę lądu – to jakby odkryć budowany w pośpiechu obóz dla uchodźców, gdzie warunkiem koniecznym jest zrobienie metalowej plomby w dachu lub ścianie oraz zachowanie odrębnego stylu architektonicznego niż sąsiad.

A czym żywią się orangutany w sumatrzańskim lesie deszczowym? Ano jedzeniem przynoszonym przez przewodników. Orangutany rozwinęły tu imponująco instynkt przetrwania w dżungli łącząc go z zabawą. Polega na tym, że jeśli nie zostaną nakarmione, to złapią człowieka za rękę i będę tak długo trzymać, aż nie dostaną jedzenia. Co by dodać tym czułościom więcej erotyzmu, niektóre pokuszą się o ugryzienie. Więcej.

Z kolei w kolorowych i mistycznych Indiach, marzeniu wielu globtroterów, można odkryć, że niektórzy ludzie nawet, jeśli mają dom, to nie mają ubikacji. A to ci niespodzianka! Polecam wizytę na plaży albo torach kolejowych.

Miłośnikom natury polecam też romantyczne domy na palach nad wodą, całe wioski można zobaczyć w Azji Południowo-Wschodniej. Zgadnijcie, jak działa ubikacja. W Kambodży osiągnięto perfekcję. Świnie trzymane są w klatkach nad wodą, a pod nimi pod powierzchnią wody hoduje się ryby. Spadające odchody świń są pożywieniem dla ryb, a świnie jedzą... te ryby. Koło życia.

I jeszcze zagadka. Jak sprawdzić czy waran na plaży jest żywy? No? Proste – rzucić w niego kamieniem.

A na koniec ciekawostka. Spośród całej rafy koralowej otaczającej przeszło 7 tys. filipińskich wysp Lonely Planet (za Bankiem Światowym) tylko 1% zalicza jako nienaruszoną. Przyczynili się do tego zarówno ludzie (snorkujący, nurkujący oraz załogi łodzi rzucających kotwicę), zanieczyszczenie środowiska (ludzie), jak i zmiany klimatyczne (ludzie?) powodujące np. tsunami.



promocje na hotele