Kiedy chcesz jechać na wakacje? Wybierz miesiąc:
ciekawostki ze świata neurodietetyki
To co panowie Rodzeń piszą o serotoninie nie tylko pokazuje brak zrozumienia podstaw neurobiologii (a sami nazywają swój przekaz lekcjami...), ale na dodatek, jeśli pójdziemy torem tego myślenia, to zamiast podnieść sobie nastrój, to możemy się nabawić nadwrażliwości odbytniczej. Czy o to chodziło tym lekarzom?
W grafikach zrzuty ekranowe z publikacji braci Rodzeń na Facebooku.
1. To prawda, że około 90–95% serotoniny w organizmie powstaje w jelitach – ale ta serotonina nie wpływa istotnie na nastrój, motywację ani sen! Bo nie przekracza bariery krew-mózg.
2. Serotonina jelitowa działa lokalnie jako regulator pracy przewodu pokarmowego. Jej nadmiar może wywołać biegunkę albo uczucie niepełnego wypróżnienia.
3. Dlatego niektóre leki obniżające mdłości (np. Ondansetron) zawdzięczają swoją skuteczność właśnie blokowaniu receptorów serotoninowych w jelitach.
4. Mózgowa serotonina POWSTAJE W MÓZGU, i to ona reguluje nastrój, lęk, impulsywność czy sen (na dodatek z niej powstaje melatonina).
5. Pochodzi z tryptofanu, o ile ten dotrze do mózgu. Jego wcześniejsza nadmierna konwersja (w jelitach czy w wątrobie) może zmniejszyć pulę tryptofanu dla mózgu.
6. Nawet jeśli zjesz mnóstwo tryptofanu, nie zwiększysz bezpośrednio poziomu serotoniny w mózgu – bo tryptofan musi konkurować z innymi aminokwasami o transport przez barierę krew–mózg. Tutaj ważną rolę odgrywają nielubiane przez braci węglowodany, to one pośrednio zwiększają transport tryptofanu do mózgu, co kiedyś szczegółowo opisałem. Aczkolwiek zgadzam się z tym, że warto rozsądnie dobierać źródła i ilość węglowodanów. Kluczowy jest tu indeks i ładunek glikemiczny.
7. Owszem, zdrowie jelita i zróżnicowana mikrobiota wspierają ogólne samopoczucie, ale nie poprzez dostarczanie serotoniny do mózgu – raczej przez układ odpornościowy, nerw błędny i metabolity bakteryjne (np. więcej kwasów tłuszczowych, a mniej endotoksyn), i obniżanie stanów zapalnych niskiego nasilenia - bo one wpływają właśnie na zmianę metabolizmu tryptofanu: powstaje mniej serotoniny, a więcej zapalnej kynureniny (zainteresowanych odsyłam do moich poprzednich artykułów).
8. Większość leków wpływających na nastrój (np. SSRI) przekracza barierę krew-mózg i może modulować w tym ostatnim poziom serotoniny. Ale nim trafi do mózgu i wywoła (albo i nie) pożądane zmiany, czasem daje szybkie objawy już w jelitach, np. biegunki albo mdłości (tu jelita komunikują się z mózgiem przez nerw błędny), właśnie poprzez oddziaływanie na układ serotoninergiczny w układzie pokarmowym!
9. Gdyby serotonina jelitowa podnosiła nastrój, to byłaby dostępna w lekach, bo jest prosta w produkcji, a na dodatek występuje w jedzeniu (np. kiwi). Wiemy jednak, że bezpośrednie podawanie serotoniny wywołuje prędzej nadwrażliwość odbytu. W tym kontekście większego znaczenia nabiera termin kojarzony ze złym nastrojem, tzw. ból dupy.
10. Pośrednim metabolitem między tryptofanem a serotoniną jest 5-hydroksytryptofan. Przyjmowanie go nie daje dużej poprawy, bo często nim dotrze do mózgu, już w jelitach przekształca się w serotoninę. Dopiero interwencje dodające drugi składnik (hamujący tę konwersję w jelitach), sprawiają, że więcej substancji dociera do mózgu i faktycznie podnosi nastrój. Wiemy jednak, że szybko rośnie tolerancja i efekt zanika po paru tygodniach, o czym kiedyś szerzej pisałem.
11. Ani cynk, ani magnez, ani omega-3, ani B12 raczej nie są niezbędne do produkcji serotoniny. Odgrywają za to inne, ważne dla zdrowia psychicznego role.
12. Serotonina w mózgu nie jest w ogóle hormonem, co do serotoniny jelitowej - można się spierać.
13. Światło słoneczne nie powoduje wieczorem, że produkowana jest melatonina... Nie... Wręcz przeciwnie. Pod wpływem ciemności rośnie aktywność enzymu SNAT, który rozpoczyna proces konwersji serotoniny do melatoniny.
Warto zauważyć, że bzdury o serotoninie publikują nie tylko niektórzy lekarze i dietetycy, ale poszedł już za tym biznes oferując różne suplementy (zdjęcie).
O CO IM CHODZI?
Post lekarzy kończy się reklamą książki.
Sam jako autor wiem, że zweryfikowanie swoich postów przed publikowaniem absorbuje więcej czasu niż pisanie, a i tak można nieświadomie pominąć coś ważnego.
Z kolei prostowanie informacji znów zabiera czas (i może zmniejszyć zasięgi). Być może ogólny balans sprzedaży książek braci wypada mimo wszystko lepiej, gdy tworzy się masowo kolejne publikacje, nawet, jeśli czasem srogo rozmijają się z wiedzą naukową.
Szkoda, że osoby o takich zasięgach, nie wykorzystują swojej popularności do szerzenia prozdrowotnej wiedzy. Tzn. czasem wykorzystują! I w tym jest problem, że potrafią mądrze, zgodnie z aktualnym stanem wiedzy opisać jakiś problem, co budzi nasze zaufanie i zaczynamy łykać wszystko, jak leci.
Zwariowalibyśmy w świecie, gdzie na każdym kroku musielibyśmy sprawdzać wiarygodność przekazu osób, które wzbudziły nasze zaufanie. A może już zwariowaliśmy, że szukamy prostych rozwiązań na FB?