Stambuł


Impreza nad cieśniną Bosfor

Miasto, którego nie sposób zapomnieć. Czaruje klimatem, muzyką uliczną, pięknymi meczetami. W Stambule spędziłem zaledwie parę dni, ale pozostawił we mnie wiele wspomnień. Bardzo emocjonujących i nie tylko pozytywnych. No, ale przynajmniej jest o czym opowiadać.

Sam wjazd do Stambułu dostarczył dużej dawki adrenaliny. Po paru godzinach jazdy z Grecji kończyło nam się paliwo, a nie mogliśmy znaleźć stacji benzynowej. Pagórkowaty charakter miasta sprawiał, że jazda na rezerwie była mocno ryzykowna, gdyż tak duży przechył nie tylko zwiększał spalanie, ale mógł też zatrzymać samochód ze względu na nierówne podawanie paliwa... Na dodatek trafiliśmy w szczyt sezonu i nawet w tak wielkiej metropolii nie można było znaleźć noclegu...

W końcu udało nam się zatankować. Ale znaleźć nocleg - nie. Poza tym za każdym razem wracałem do samochodu z przeczuciem, że może go za chwilę nie być. No i wykrakałem. Gdy zastałem liryczną pustkę w miejscu, gdzie wcześniej zaparkowałem, ruszyłem szybko w poszukiwaniu posterunku policji. Piotrek zatrzymał mnie jednak i powiedział, że tutaj parkowaliśmy, ale chyba wcześniej... Po paru minutach znaleźliśmy samochód. Byłem zaskoczony jak zmęczenie może zmienić percepcję...

Po paru godzinach około 4 w nocy, znaleźliśmy hotel, gdzie kilka godzin później miał zwolnić się pokój. Po raz kolejny wypadało nocować w samochodzie, co nas w całej tej bezradności nawet śmieszyło...




Gdy o siódmej rano wyjeżdżaliśmy na górę z pracownikiem hotelu, ten popatrzył na nas, zapytał łamaną angielszczyzną, skąd jesteśmy, a gdy usłyszał Poland, znowu popatrzył na nas, pokazał ręką jak przelatuje samolot, a drugą jak go coś strąca i znów patrząc na nas zapytał: Russians?

Imprezy w lokalach nad brzegiem cieśniny Bosfor są zacne. Wystrój lokali i widok na wodę - piękne. Ceny również.

A sam Stambuł (zwany też Istambułem) to znamienne miejsce w historii całego świata. Znane też jako Konstantynopol i Bizancjum.

Więcej informacji, ciekawo zdjęć i filmów - w przygotowaniu.

Wybraliśmy się na Wieżę Galata, aby podziwiać panoramę miasto. "Wybraliśmy" to dobre słowo, bo nas nie wpuszczono na szczyt. Niemniej spacer w okolicy zaowocował spotkaniem młodych Turków bawiących się na małym placu, śpiewali, tańczyli. Tak po prostu. Miły widok, aż chciało się przyłączyć. Piotr poprosił jednak, żebyśmy się już zwijali. Gdy wróciliśmy do samochodu, napotkał nas niecodzienny widok wybitej szyby i wyrwanego tylnego siedzenia. Cóż, że toyoty mają blokadę odchylania siedzenia, skoro wystarczy rwać fotel na chama, aby dostać się do bagażnika? O tym nie wiedziałem i zdarzało mi się czasem zostawić w bagażniku aparat fotograficzny. Któż by spodziewał się włamania do tak zabezpieczonego i na dodatek zamkniętego na klucz bagażnika w sedanie? Szczęśliwie akurat tego wieczoru aparat miałem przy sobie. Więc włamywacze też mieli niespodziankę. Parę dni później na granicy bułgarsko-rumuńskiej policjant popatrzył na cud designu motoryzacyjnego i zapytał: Turcja?

 

{posumowanie,tymczasowy}