Parkomat

Opowiadania / Parkomat

 

Z romantycznych wspomnień wyrwał mnie dzwoniący telefon. Żeby nie zakłopotać rozmówcy, odebrałem po trzecim sygnale.

- Tak, słucham.

- Piotr? – usłyszałem głos młodej kobiety.

- Tak, czym mogę służyć?

- Mam numer z ogłoszenia… Chciałabym się umówić… - słysząc to odniosłem wrażenie, że mówi jakimś dziwnym akcentem.

- Oczywiście, dziś, jutro…?

- Jutro o 19:30 w hotelu Secesja – powiedziała to z taką pewnością, jakby była już biegła w tych imponderabiliach. Ustaliliśmy zasady, rozmowa nie potrwała nawet minutę. Rekord szybkości. Imponujący na tle rekordu długości, gdy podczas 130-minutowej rozmowy poznałem najgłębsze zakamarki (duszy) Marii, która odkryła, że jej mąż ma drugą kobietę. Co oczywiście było, można rzec – wręcz powszechne, ale nowatorskim rozwiązaniem było to, że ta druga kobieta była również jego żoną…

Wszystko zaczęło się na Capri, gdy Maria zwiedzała Włochy ze swoim chłopakiem. Ponieważ miała już 33 lata i mocne parcie na rodzenie, i wszystkie te hormonalno-filmowe historie, a Paweł nie raczył ani się oświadczać, ani zapładniać, więc wyjazd ten był dla niej mocno ambiwalentny. A tu nagle wydarzył się Francesco. Szukała sklepu, gdy to nieukrywane zakłopotanie na jej twarzy zauważył tubylec. Podszedł i zapytał po włosku czy potrzebuje pomocy. Ta rozbawiona odpowiedziała po francusku, że nie rozumie. Okazało się za to, że Francesco rozumiał… Jako, że dwudniowy pobyt na Capri był nieco za krótki, aby dobrze poznać Francesco, a równocześnie nie zaniedbywać Pawła, to Maria postanowiła zostać na wyspie dłużej, odsyłając Pawła do domu. Do Polski wróciła po tygodniu, a po kolejnym odwiedził ją Francesco. I został. Najpierw u niej, a później jej mężem.

Był mistrzem logistyki. Choć pomagał mu też charakter jego pracy przedstawiciela handlowego. W każdym tygodniu musiał więc wyjeżdżać poza Kraków, czasem na dzień, czasem kilka. Nie mogło to rodzić żadnych podejrzeń, bo Maria mu ufała. Zresztą taki mieli układ, że mówią sobie o wszystkim, łącznie z wymianą uwag na temat obiektów seksualnych w oglądanych wspólnie filmach lub na ulicy. Bezpośredniość w komunikacji i skrupulatność w relacjonowaniu swoich przygód cementowały zaufanie, którym darzyła męża.




Na przykład, gdy kiedyś wracając z Suwałk zatrzymał się na noc na prowincji w pensjonacie. Nie był pewny czy grzejnik w hotelu miał nie działać, czy też nie umiał go włączyć, a równocześnie czuł się zbyt skrępowany, aby iść do sędziwych wiekiem właścicieli. A że jesień dawała mu popalić (a raczej poziębić, był wszak październik), więc postanowił sięgnąć po swój geniusz i po wyjściu spod prysznica zostawił jeszcze odkręcony kurek z gorącą wodą, aby drogą dyfuzji i konwekcji ogrzać też pokój… Tam zasiadł przed laptopem i zanurzył się w sprośnych czeluściach sieci. W jakich, o tym żona doskonale wiedziała. I nawet jej się podobało to, że szukał bodźców w świecie wirtualnym, a nie na np. na imprezie. Sama zresztą podsyłała mu co ciekawsze linki z filmami, licząc, że on wyobraża sobie, że w miejscu aktorek porno, jest ona. A on dbał o dobrą relację i nie wyprowadzał jej z tego mylnego przekonania.

Głośne jęki dwudziestoletniej blondyny polerującej tyłkiem i plecami drewniany stół, a do tego stan przedekstazowy sprawiły, że Francesco nie zwrócił uwagi na dźwięk rączki pod prysznicem, która wypadła z poluzowanego uchwytu, po czym zaczęła zalewać podłogę w łazience, a stąd już cały pokój… Dopiero, gdy poczuł, że robi mu się mokro pod stopami (a nie tylko w majtkach), zorientował się, że coś tu nie gra… A później zabawa z suszeniem dywanu i wykręcaniem ręczników. Dobra godzina roboty.

Ale nie rzecz w samej przygodzie, a szczegółowej relacji, którą zdał żonie. To musiało procentować zaufaniem. Tę samą historię opowiedział też Amelii, czyli swojej drugiej żonie z Gdańska, która także znała powody jego wyjazdów służbowych. Do Krakowa.

Przejazdy te były przemyślane i faktycznie często korelowały ze spotkaniami z kontrahentami, więc nie było tu nic trudnego do wiarygodnej aranżacji. Zresztą był mistrzem detali. Nawet stosował osobne paczki prezerwatyw dla obu żon. Dla Amelii (jako że pierwsza w alfabecie) wyciągał prezerwatywy z lewej kieszeni swojej walizki, a dla Marii – z prawej. Unikał w ten sposób sytuacji, w której na przykład otwierałby przy żonie nową paczkę prezerwatyw, a przecież robił to ostatnim razem…

Naucz się zarabiać przez Internet i spędź zimę w tropikach!

Był więc świetnie przygotowany na różne okoliczności. Ale nie na miłość swojej żony, Marii. Postanowiła mu zrobić niespodziankę. Zdarzyło się, że nagrał raz ich zabawy w mięcie pościeli, aby móc do czego wracać w samotne wieczory. Maria postanowiła wzbogacić ukradkiem kolekcję męża. Umieściła kamerę na wprost pralki, po czym usiadła na niej, zaczęła się rozbierać i dała pokaz manualnych umiejętności. Później wyciągnęła z walizki męża pendrive i chciała wgrać tam swój film, ale najpierw musiała zlokalizować poprzedni. Znalazła folder „filmy”, a w nim kolejne foldery „A” i „M”. Od razu otwarła folder „A” i tak oto poznała wnętrza drugiego domu Francesco oraz jego kobietę. Treść filmu nie pozostawiała wątpliwości, że nie jest to jego siostra. Ale też nie miała pojęcia i nie podejrzewała nawet, że ta kobieta jest jednak dla niego rodziną…

 

Poznaj Marcela

Opowieść o tej niecodziennej relacji zajęła Marii właśnie ponad dwie godziny, podczas których wiele razy zastanawiałem się czy moje cierpliwe słuchanie, to inwestycja w późniejsze spotkanie, czy tylko altruistyczne wsparcie.

Ta chwila refleksji umożliwiła zegarowi na ścianie przesunięcie dużej wskazówki o pół obrotu, w tym czasie spłynęła też odpowiedź Nikoli, która na miejsce spotkania wybrała Ogród Botaniczny. Czy znowu przyniesie jedną maskę, tak jak to było, gdy spotkaliśmy się w Parku Jordana? Aby JEJ nikt nie rozpoznał? Długo się już znaliśmy, więc nie chciałem wprowadzać podwyżki, ale za takie życzenia, to powinienem chociaż napiwek dostawać…

Aczkolwiek Nikoli i tak daleko było do mistrzostwa perwersji. Kiedyś jechałem do Wrocławia i zabrałem ze sobą parę, która zgłosiła się z BlaBlaCar. Ledwie zacząłem odtwarzać w głowie to dziwne wydarzenie, usłyszałem gwałtowny pisk opon. Pomyślałem od razu o córce sąsiadów. Odrzuciłem laptop, podbiegłem do okna i zobaczyłem samochód, z którego wyszedł pospiesznie kierowca. Metr przed samochodem leżał pies. Rozejrzałem się dookoła i nie widząc innych ofiar, spokojniejszy, choć mocno pobudzony, poszedłem zrobić herbatę.

Gdy na drugi dzień o 19:25 przyszedłem pod hotel Secesja, kobieta czekała już na mnie.

- Piotr? – zapytała, a ja z szerokim uśmiechem skinąłem głową, tak jakby to było moje imię. – Anna, miło mi – przedstawiła się z dziwnym akcentem. Miała jakieś dwadzieścia pięć, może osiem lat. Uroda nieco orientalna, brunetka, szczupła, z nienaganną cerą. W długim błękitnym płaszczu do połowy ud i beżowych kozakach. Nogi jak u modelki. Bez rajstop. Mimo że był to 12 października. Piękne, lśniące gładkością i młodością. Zdekoncentrowałem się. Ściągnęła rękawiczkę, uścisnęła delikatnie moją dłoń. Jej była bardzo zadbana.



Sprawdź jak rezerwować hotele na Booking.com nawet 10% taniej oraz jak kupować bilety lotnicze nawet 2% taniej.

Śliczna dziewczyna, więc dziwiła mnie ta chęć spotkania. Byłem tyle zdziwiony, co i podekscytowany. Rzadko kiedy zarabianiu tych pieniędzy towarzyszy taka przyjemność. Niech w końcu ściągnie te ciemne okulary… - pomyślałem.

Zapłaciła mi z góry za spotkanie oraz pokój, poprosiła, żebym załatwił formalności. Gdy weszliśmy do środka, zdziwiła mnie powierzchnia pokoju i szerokość łóżka. Dziewczyna wyglądała zamożniej niż wybrany pokój – pomyślałem. Oczywiście nie komentowałem tego, bo to byłoby nieprofesjonalne. Podobnie jak fakt, że taka młoda i piękna osoba decyduje się płacić. A może miałem już tak dobre referencje? Ta myśl mocno podłechtała moja ego.

Zaproponowałem drink z barku, ale odmówiła. Nie podejrzewałem jej o abstynencję, ale obawę, że pewnie będzie musiała dopłacić… Pomyślałem, że robi się zabawnie, skoro stać ją na wyłożenie 150 euro za godzinne spotkanie, a musi oszczędzać na powierzchni prześcieradła i płynach. Nie musiałem jednak tłumić uśmiechu, zniknął sam, gdy po chwili usłyszałem pukanie, a drzwi otworzyły się, zanim zdążyliśmy zareagować. Stanął w nich rosły Murzyn. Taki z filmów gangsterskich. Z kompletnie neutralnym wyrazem twarzy, które nie wygląda wcale przyjaźnie.

- Piotr, poznaj Marcela – przedstawiła nas sobie, ale ten nawet się nie odezwał.

Ja też nie wydusiłem słowa. Moja mina zaskoczenia musiała być bardzo wymowna. Myślę, że nawet malował się na niej cień strachu, bo wyobraźnia od razu wypruła w kierunku fantazji kobiety, na które nie miałem kompletnie ochoty, nawet z okazji ewentualnej podwyżki. I to żaden rasizm. Po prostu lubię Murzynów w tym samym pokoju dopóki są ubrani.

Jego uścisk dłoni jeszcze mniej mi się spodobał. Nie wiem, czy chciał od razu ustawić hierarchię w stadzie, czy miał taki nawyk, ale ja nie miałem już ochoty na żadne dalsze kontakty z tym chłopczykiem. Już nawet minęła cała euforia z seksapilu dziewczyny. I domniemanych referencji. Układałem sobie asertywny komentarz do sytuacji, rozchyliłem niepewnie usta (tym razem nie ze strachu, ale aby przemówić), a oni nagle zniknęli w łazience.

Oparłem się o ścianę i czekałem skołowany. Jeszcze większych nabrałem obaw, słysząc, że szepczą. Zacząłem się wsłuchiwać, wyczekując dźwięku powietrza ciąganego nosem. Nagle - huk zwalającego się ciała. Nim zdążyłem otworzyć drzwi łazienki, wypadła z niej dziewczyna i wybiegła z pokoju. A ja stałem i patrzyłem na telepiące się w czerwonej kałuży ciało mężczyzny, z tryskającą impulsywnie krwią z jego szyi. Leżał z wytrzeszczonymi oczami i chyba całkiem świadomie patrzył na mnie bezradnie.

Gdy minęło pierwsze otępienie podszedłem do niego. Kompletnie zagubiony i przerażony. Nie wiedziałem jak mu mogę pomóc. Jak zatamować coś takiego? Krew wylewała się już na podłogę pokoju. Podchodziłem do niego i wracałem, kręciłem się po pokoju, sięgałem po telefon, zawieszałem się. Uświadomiłem sobie, że on za chwilę umrze, a ja będę jedynym podejrzanym, przecież to ja wynająłem pokój, a ona nawet nie zdjęła ani razu rękawiczek…

Wybiegłem. Najpierw myśląc, że uciekam, po chwili, że ją gonię. Ale byłem jakąś minutę spóźniony. Wróciłem spod windy do pokoju, co też było szaleństwem. Szczęśliwie miałem wciąż przy sobie kartę, więc otworzyłem drzwi, przeskoczyłem nad plamą krwi i wyjrzałem przez okno ma ulicę Paulińską. Widziałem jak dziewczyna pośpiesznie oddala się w kierunku Orzeszkowej zwalniając już przy samym skrzyżowaniu i znikając za rogiem.

Zbiegłem z trzeciego piętra po schodach i ruszyłem co sił w kierunku skrzyżowania, potrącając na nim jakąś kobietę z torbami. Odbiła się ode mnie jak opona od ściany. Nie jestem pewny, czy się przewróciła, bo biegłem dalej. Nie zobaczyłem jednak Anny. Ujrzałem tylko, że przed skrzyżowaniem z alejami Dietla jakieś auto zjeżdżało z chodnika i włączało się do ruchu. Srebrny mały samochód, nie widziałem z tej odległości marki ani żadnych charakterystycznych cech. Czy w nim mogła być ona?

Rzuciłem się do pogoni, miałem wrażenie, że je doganiam i za chwilę zobaczę numery. Auto po chwili skręciło w prawo, w aleje, dobiegłem do skrzyżowania i nagle coś zwaliło mnie z impetem na ziemię, kręciło mi się w głowie…
 

1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6



promocje na hotele